23/08/2020

Tatry Wysokie, Rysy 2499 m n.p.m.

Szanowni Państwo,

w poniższej relacji zapraszam serdecznie do wspólnej wędrówki na najwyższy szczyt polskich Tatr, a mianowicie Rysy. Będzie nam towarzyszyć mocne letnie słońce, piękne widoki i międzynarodowy wymiar, albowiem wędrówkę zakończymy po słowackiej stronie. Ciekawi? Proszę się rozgościć!

 

 

Zamiast wstępu pokażę na mapie, jak wyglądała wędrówka


Link do trasy: https://mapa-turystyczna.pl/route/qa8m




Konkretna ta trasa, prawda? Wytłumaczę się od razu, skąd tyle km i dlaczego taka kombinacja. Otóż moi towarzysze podróży na celowniku mieli drogę wspinaczkową na Gerlach. W Tatrzańskiej Polanie zostawili samochód, tam zatem musiałam zakończyć swoją wędrówkę. Musiałam także poszukać turystycznej opcji dla siebie. Wejście na Rysy od polskiej strony miałam ciągle z tyłu głowy. Kilka lat temu weszłam na nie od słowackiej strony, wejście to uznałam za łatwe, więc chciałam sprawdzić, jakie wyzwanie czeka na turystów zdobywających najwyższy szczyt Polski.

Palenica Białczańska i trzy łyki kawy

Przed 5:00, po ponad 3-godzinnej podróży z Cieszyna, zostałam nagle wyrwana ze snu. Ciężki poranek, kilka łyków kawy, zmiana butów, zakup biletu i w drogę. Półprzytomna rozpoczęłam walkę z asfaltem. Było przyjemnie chłodno, a na trasie do Morskiego Oka minęłam sporo wędrowców. Nie powiem, że chodzenie asfaltem należy do przyjemnych. Jestem fanką innego typu ścieżek, jednak ten nudny spacer przerywają piękne migawki, na których wyłaniają się tatrzańskie granity. To robi na mnie ogromne wrażenie. I jakoś mija ten najnudniejszy, 9-kilometrowy fragment wędrówki.
 
 

 Morskie Oko i tłumów brak

W okolicach największego tatrzańskiego stawu stawiłam się między 6:30-7:00. Przyszła pora na śniadanie. :) Ze znalezieniem wolnego miejsca przy stoliku nie było żadnego problemu. Siedziałam zahipnotyzowana. To była moja pierwsza wizyta nad Morskim Okiem.

 



Tatry Morskie Oko

Czarny Staw pod Rysami

Po asfaltowej rozgrzewce przyszedł czas na faktyczne podejście, bo takie zaserwuje nam niespełna 2-km odcinek. Moja głowa zniosła go fatalnie (mało kawy? mało snu? wszystko na raz? bardzo możliwe!). Ratunkiem pozostało 200 ml Oshee z witaminami i to był zastrzyk dobrej energii na kolejne kilometry. Nad Czarnym Stawem bardzo mocno przebijały się promienie słońca, pogapiłam się na słynną ścianę Kazalnicy, wypatrywałam małych ludzkich kropek na szlaku i stwierdziłam, że koniec gapienia, bo kawał drogi przede mną. I poszłam.

W górę serca!

Nie uszłam więcej niż 300 metrów, kiedy to przy mijance szturchnął mnie chłopak i niemalże wpadłam do stawu. Piękny początek, pomyślałam. Dreszcze mnie przeszły, bo mało brakowało, jednak treningi równowagi robią robotę. Uff. Idę dalej, wszak Rysy nie przybliżyły się ani trochę, ciągle mi o 3 km za daleko od nich. Mapa pokazała, że za 3 godziny i 20 minut mogę szczytować. Jeszcze tylko niecałe 1000 metrów w pionie. A tysiąc metrów to kilometr. O mamo! Miałam więc sporo czasu na przemyślenia. I tak myślałam sobie czy, na przykład, wśród osób, które minęłam na szlaku do Morskiego Oka były tatrzańskie dziewice i prawiczki. No wiecie, tacy, co w Tatrach pierwszy raz są. I czy oni na przykład idą tak jak ja na Rysy? I czy oni na przykład tak jak ja, analizują mapę i wiedzą, że te Rysy to daleko i wysoko i że może nie być łatwo? I czy oni później wrócą w te Tatry kiedyś? Idę, myślę, patrzę pod nogi, staram się nadto nie sapać i nie straszyć. I wtem obracam się. Ładnie, prawda?

Czasem zdarza mi się zagadać kogoś na szlaku, a idąc na Rysy miałam wielką zagadkę w głowie. Czy początkiem lipca trzeba mieć jeszcze raczki czy da radę bez? Relacje w intrenecie nie dały odpowiedzi na te pytania. Ja raczków w swoim plecaku nie miałam. Zapytałam zatem pierwszego, wędrującego samotnie turystę, który szczytowanie miał już za sobą. Powiedział, że są dwa płaty śniegu, po których trzeba przejść, ale da radę bez raczków. Uff, ulżyło, kiedy stanęłam przed pierwszym płatem. Kijki były pomocne, choć nie każdy je miał, a też dał radę.

 

Kolejna zagadka w mojej głowie dotyczyła biżuterii, czyli odcinku z łańcuchami. Po naocznej ocenie terenu, swojego doświadczenia tatrzańskiego poza szlakiem, zdecydowałam, że podejmę próbę przejścia tego odcinka bez używania łańcuchów. Oczywiście w razie potrzeby skorzystam z nich. Zrobiłam kilka zdjęć z ich przebiegu i, niestety, nie oddają trudności czy przepaści, które spotkamy po drodze.

Tatry szlak na Rysy łańcuchy

Piękną tatrzańską biżuterią są także kwiatuszki. Uwielbiam. :)

 Tatry szlak na Rysy łańcuchy

Tatry szlak na Rysy łańcuchy

Tatry szlak na Rysy łańcuchy

Tatry szlak na Rysy łańcuchy

Tatry szlak na Rysy

Tatry, szlak na Rysy

Odcinek od łańcuchów na szczyt minął mi dość szybko. Nie było tłumów na szlaku (to było jakoś między 9:30-10:30). Ruch był płynny i szło się naprawdę przyjemnie. Co innego spotkało mnie na szczycie, który był jak na 10:30 dość mocno oblężony. Nie chcę sobie wyobrażać, co tutaj musi się dziać w “godzinach szczytu”.

Rysy

Pokręciłam się po polskiej i słowackiej stronie, znalazłam ustronne miejsce, wystawiłam pyszczek do słońca, chłonęłam moc witaminy D i zjadłam przepyszną bułkę mocy, która miała dać mi energii na kolejne kilometry. Fajnie na tych Rysach.

Tatry Rysy

Tatry szlak na Rysy

Tatry Rysy panorama ze szczytu

Tatry Rysy panorama ze szczytu

Tatry Rysy panorama ze szczytu

Zejście na słowacką stronę

Nie odeszłam daleko od szczytu, kiedy spotkałam trójkę rodaków. Dwóch dorosłych i jeden chłopak z niepełnosprawnością. Mężczyźni wnosili go na szczyt. Przed sobą mieli już tylko kilkanaście metrów. Za sobą niewyobrażalny dla mnie trud wędrówki. Trud spełnienia marzenia? Być może. Uśmiechnęłam się do nich, pozdrowiłam, powiedziałam, że ich podziwiam, bo z mojej krtani nie potrafiło wyjść nic innego.

Poszłam dalej, w stronę przełęczy Waga, którą świetnie widać na tym zdjęciu:

Tatry przełęcz Waga


Tatry szlak na Rysy

Od przełęczy już tylko kawałek dzieli do schroniska i tutaj cały czas zalega śnieg. Ścieżka jest mocno wydeptana, jednak nietrudno o poślizgi. Trzeba uważać. Część odcinku ze śniegiem można obejść.

Słowacja: Tatry szlak na Rysy, schronisko pod Rysami

Na szlaku poniżej schroniska ruch jest dość spory, ale nie tworzą się zatory. W miejscu z metalowymi schodami i łańcuchami trochę się gubię, bo wygląda jakby został tutaj ustalony ruch w określonym kierunku. Nie tylko ja mam z tym problemy. Doprawdy Słowacy nie widzieli, jak udziwnić ten odcinek. Dali tutaj łańcuchy, schody, liny i plastikowe taśmy. Kreatywnie.

Słowacja, Tatry: szlak na Rysy łańcuchy

Idę dalej, jest zdecydowanie lepiej i ścieżka też w miarę równa, przynajmniej przez jakiś czas. Zbliżam się do Żabich Stawów, zerkam czasem na siebie, jeszcze niedawno byłam tak wysoko. :)

Słowacja, Tatry szlak na Rysy

Słowacja, Tatry: szlak na Rysy

Słowacja, Tatry: szlak na Rysy

Po opuszczeniu surowej części Tatr, czyli zejściu niżej, krajobraz zmienia się o 180 st. Mniej więcej od minięcia Żabiego Potoku mamy nagły atak zieleni. Takiej lipcowej, świeżej, soczystej.

Słowacja, Tatry: szlak na Rysy 
 
Schodzę do Popradzkiego Stawu, jestem zmęczona letnim słońcem, szukam kawałka cienia. Udało się. Po chwili dostaję dreszczy z zimna. Pewnie z wysiłku. Więc jem dużo bardzo dobrych węglowodanów, nie oszczędzam na cukrze. Wszak przede mną kolejne podejście. 

Osterwa

Jak zerkniemy na przebieg tego szlaku na mapie to zobaczymy serię zygzaków. Wiją się przez ponad 2,5 km, kolejne 500 metrów do góry. To połowa podejścia z Czarnego Stawu pod Rysami na Rysy. Sporo! Komu w drogę, temu czas. Już od pierwszych metrów miałam wrażenie, że nie jest to jakoś szczególnie popularny szlak. Osterwa nie sięga wyżej niż 2 tysiące metrów, więc może na niektórych nie robić wrażenia. Ale kiedy już stoczymy walkę z wszystkimi zakrętami, dotrzemy do przełęczy i podejdziemy kilkanaście metrów poza szlakiem, to szczena może opaść. Mi opadła.


Słowacja, Tatry: szlak na Rysy 
 
Słowacja, Tatry, panorama z Osterwy
 
Nic piękniejszego tego dnia nie spotkało mnie już w Tatrach. Od przełęczy pod Osterwą do samochodu miałam ponad 11 km. Wiedziałam, że nie muszę się spieszyć, bo chłopaki walczą na Gerlachu. Szłam więc po dość znośnie ułożonych kamieniach. Jako że szlak trawersuje, nie ma szczególnie ujmujących widoków. Za to sporo czasu na rozmaite przemyślenia. :)
 


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza