06/10/2018

Orla Perć - nie taki diabeł straszny!


Nie odkładaj swoich marzeń na później, bo Twoje kolana mogą nie puścić Cię dalej. ;)
Agnieszka - nie Paulo Coelho

Brzmi to, co najmniej jak Paulo Coelho w wersji dla górołazów, prawda? A to tylko refleksje po ostatniej wizycie w Tatrach. Nie widziałam ich ponad miesiąc, w czasie którego poziom mojej tęsknoty zdążył przekroczyć normę i połączył się z zespołem niespokojnych nóg. No, bo możliwości na wyjazd były, ale pogoda współgrać już nie chciała. I już, już prawie chciałam tupać nogami o ziemię, że dlaczego kolejny weekend z deszczem i że dlaczego słońce widuję tylko przez okno w pracy. I prawie też zwątpiłam w to, że dane mi będzie zobaczyć Tatry w letnio-jesiennym krajobrazie.


Prognozy na drugi weekend września nie były najlepsze. Jakiś front przechodził na południu kraju, częstował deszczem i paskudnymi burzami. Ech. Ale niedziela to święty dzień, a dzień święty święcić należy. Więc popełniłam tatrzańską przygodę, której smaku nie zapomnę do końca życia. I matka natura mi w tym pomogła - nie spuściła z nieba ani kropli deszczu - ale - spuściła dość nisko ciężkie chmurzyska. Nie mogłam nacieszyć oczu widokami, ale może wędrówka ta miała mieć inny wymiar?